Pierwszy post? A może sposób na motywację?

Witajcie 😁

W podpowiedziach napisano,  abym znowu tu wyjaśniła o czym będzie ten blog….szkoda mi swojego i waszego czasu na powtarzanie się , więc brzydko mówiąc,  olewając wskazówki…

Będę może pisała w punktach, aby zapobiec niefortunnemu zgubieniu się w jakiejś otchłani słów co właśnie zrobiłam.

To zaczynamy:

  1. Nie będę rozpisywała się na kilkaset słów….im większa ilość tym więcej błędów logicznych wypłynie z mojej głowy, bo będę chciała napisać wszystko.
  2. Chcę , aby posty miały jakiś głębszy sens, więc postaram się pisać o trudnościach i jak stawiam im czoła (*) może dla kogoś to będzie jakąś pomocą.

Zacznę już post i powiem o mojej motywacji do nauki, która jest znikoma.

Mój umysł rusza jak diesel w zimie…no wiecie…potrzebuję chwili na rozgrzanie silnika.

  • Siadam na łóżko (wiecie jak fotel za kierownicą)
  • Biorę kartkę i długopis i rysuje na niej kwadraciku (kluczyk do stacyjki)
  • Zaczynam naukę, czytam lub coś w tym rodzaju i jeżeli coś mnie rozproszy zaznaczam X w kwadraciki…czyli to moja pierwsza nieudana próba odpalenia. A że chcę gdzieś jechać, a nie iść to próbuje drugi raz aż do skutku. Może to głupie, ale spróbujcie…ja wolę nie marznąć idąc 10 km do znajomej, bo moi rodzice ubzdurali sobie zamieszkać na osiedlu staruszków…Ale cóż…rodziny się nie wybiera.

TAKŻE ŻYCZĘ POWODZENIA I MOŻE ZACZNĘ COŚ PISAĆ PÓŹNIEJ 😆😆😆

(*) mówimy tu tylko o stawianiu czoła…o żadnej innej części twarzy ;p ;p ;p

Dobita przez życie? Czy to po prostu taki typ człowieka…

Hej,

Opowiem Wam dzisiaj coś o sobie…

Moja historia rozpoczyna się wraz z moimi narodzinami. Dokładnie 19 lat temu pojawiłam się na świecie przywitana i przyjęta do rodziny z wielką radością. Ale coś w okresie mojego dorastania poszło nie tak…

Nie wiem kiedy zaczęłam odczuwać świadomą radość jako dziecko, wszystko to pamiętam z opowiadań rodziny i filmów nakręconych przez rodziców. Zawsze pragnęłam być dla nich najlepsza. Od zakończenia gimnazjum poczułam, że żyję…tamten okres mojego życia jest jak mgła, jakbym była po  wypadku, a moim obrażeniem amnezja… W każdym bądź razie do końca tej szkoły byłam jednym z najlepszych uczniów…I od wakacji, które przygotowywały mnie do szkoły dorastania, czyli liceum nie mam albo nie pamiętam swojego życia i stałam się gorszy… Narodził się okres dorastania, który nadal mnie dręczy i nie mogę z nim żyć.

Zacznę więc tak abyście mieli zarys mojego życia…

Moi rodzice wyjechali za granicę, a ja i mój młodszy brat zostaliśmy pod opieką dziadków.   Z początku na rok..i tak minęło już 10 lat..Nie mam do nich żalu, dziadkowie zapewnili mi i mojemu bratu , to co miało każde dziecko, miłość, rodzinne ciepło, wspaniałe wspomnienia… przynajmniej te, które pamiętam… a rodzice wysyłali pieniądze. Od czasu do czasu przyjeżdżali albo my jeździliśmy do nich. W każdym bądź razie…zmagam się z myślami, że nie zasługuję na dobro jakie jest mi dane, na początku mnie to motywowało do działania…właśnie do końca gimnazjum…Przez pierwsze dwa lata liceum też nie było najgorzej…ale trzecia klasa wrzuciła mnie do otchłani.

Wspomniany przeze mnie okres “wakacje gimnazjum/liceum”  był czasem w którym zaczęłam inaczej widzieć świat… Zauroczyłam się w chłopcu podczas mojego pobytu za granicą u rodziców…cóż przystojny chłopak z kolegami…i  ja nieśmiała dziewczyna na plaży z jedną koleżanką  (oczywiście od której czułam się gorsza) i naszymi młodszymi braćmi…Moja towarzyszka wpadła na pomysł gry w siatkówkę, na który się zgodziłam, bo dziwnie samej leżeć na ręczniku…na zawodach wygrywałam…ale nie w siatkówkę, a w pływaniu. To mnie różniło od wielu osób w gimnazjum…Nienawidziłam grać w gry zespołowe..ale po zapewnieniach, że to tylko zabawa, dałam się namówić. Stanęłam po drugiej stronie siatki wraz z moim bratem, na przeciwko koleżanki i jej brata…Piłka przy serwie ładnie mi przechodziła…dopóki nie zaczęto zwracać na mnie uwagi…Do koleżanki podeszli chłopcy i zaczęli z nią rozmawiać w swoim języku…Uśmiechnięta podbiegła do mnie z piłką i powiedziała, że chcą z nami zagrać. Nawet nie wiecie jak przeciwna byłam. Jak wy byście się czuli znając tylko angielski i polski , a dookoła rozmawiają w innym języku?! Czułam się bardzo zażenowana…Koleżanka nas przedstawiła i zamieniła kilka zdań, które zakończyły się  uściskiem ręki. wtedy myślałam, że to tak tylko na rozpoczęcie meczu…jak przegrałyśmy okazało się, że to był zakład…najgorsze w tym wszystkim jest to..że zakład dotyczył mojej pupy…rozumiecie? Jak można się założyć o coś takiego jak pozwolenie klepnięcia w tyłek!? Nie wspomniałam, że to 4 chłopców miało mnie klepnąć…oczywiście po kłótni, w której krzyczałam po angielsku, a nie inaczej byłam szczęśliwa z efektu mojej frustracji, bo stwierdzili, że dadzą mi spokój jeśli jeszcze pogramy w wodzie. Oczywiście się zgodziłam i wszyscy świetnie się bawiliśmy dopóki nie zaczęto mnie podszczypywać…niby to miłe, bo zaczepki chłopców  oznaczają, że im się podobam…ale nigdy mnie nikt nie podszczypywał ani nie łapał w celu okazania tego…były tylko ładne i kulturalne zaproszenia na spacer…na które odpowiedź brzmiała “NIE” ze względu na to, że się bałam. Lecz te zaczepki mnie przerosły wyszłam z wody i zawołałam brata.. chciałam się jak najszybciej stamtąd ulotnić, aby już nie czuć wstydu..Ale dogonił mnie pomysłodawca wszystkiego, jak się później dowiedziałam. Poprosił mnie o numer, przepraszając za swoje zachowanie…Chyba zgłupiałam w tamtym momencie, ale dałam mu numer…na następny dzień zaprosił mnie na konie , bo rodzice  jego znajomego mieli stadninę i dostał akurat zaproszenie…dzień był cudowny, tak samo jak kolejne. Jak był ze mną sam na sam przez  3 tygodnie było piękne, ale jak to w moim życiu bywa…zawsze coś jest nie tak..było za cudnie.  Dostał zaproszenie na urodziny swojego kolegi i bardzo chciał bym poszła..zauroczona się zgodziłam..impreza nie była zła gdyby nie dziwne zachowanie mojego partnera, któremu przy kolegach odbiło…Starał się nachalnie mnie pocałować po moich kilkunastu odmowach ,a po nich zostawił mnie samą na dwie h… gdy wrócił wstałam i ładnie chciałam się pożegnać, ale on się zaczął przystawiać…Nie pozwoliłam sobie na to i uderzyłam go w twarz…byłam takim w szoku, że podniosłam na kogoś rękę, że nie zauważyłam ja on podniósł swoją i mi oddał…wróciłam do domu z czerwona plamą na policzku..Rodzice się mną nie interesowali, co wywnioskowałam po fakcie, że nawet się nie interesowali zbytnio gzie wychodzę….

Może w następnym poście napiszę wam resztę…